Nie może być, żeby w takiej sytuacji głosu nie zabrał specjalista ds. in vitro (a także antykoncepcji, wychowania seksualnego, reklamy Empiku i wielu innych) czyli Tomasz Terlikowski! To mój ulubiony celebryta (bo tego patafiana to inaczej nazwać nie można). Gdyby kiedyś doszło u mnie do zatrzymania akcji serca (co prawdopodobnie nastąpi po przeczytaniu kolejnej absurdalnej opinii tego człowieka), to wystarczy wyszeptać mi do ucha "terlik" a zadziała lepiej niż defibrylator! No więc Terlik ogłosił, że dziecko urodziło się chore PRZEZ in vitro (bo jak doświadczenie pokazuje, dzieci poczęte in vivo rodzą się zawsze piękne, zdrowe i uśmiechnięte). Co więcej w tę metodę wpisana jest "depersonalizacja i dehumanizacja" (nie mam pojęcie co on chciał przez to powiedzieć, ale brzmi groźnie więc pewnie połowa społeczeństwa rozdziawi paszczę z wrażenia). W ten rodzaj zapłodnienia wpisana jest śmierć! Na jedno urodzone dziecko, dwadzieścioro musi umrzeć! (No chyba w Afryce! Co za łoś niedouczony, ale po co czytać czasopisma i badania naukowe jak można zacytować sobie fragment Nowego Testamentu?).
Prawdę mówiąc, w mojej ocenie, i tak był dość powściągliwy w słowach i umoralnianiu otoczenia, bo przy okazji wprowadzenia na polski rynek tabletki antykoncepcji awaryjnej EllaOne powiedział iż jest to trutka na dzieci zastępująca cyklon B.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz